List Księdza Asystenta do członków AK na luty

Bielsko-Biała, 25 stycznia 2021 r.

 

List na luty

Do Sióstr i Braci zrzeszonych w Akcji Katolickiej!

 

Już niebawem będziemy przeżywać luty. W tym miesiącu wiele się zmienia. Na Nowy Rok dnia przybyło zaledwie „na barani skok”, natomiast w lutym panowanie mroku jest znacznie skrócone. Koniec zimy co dzień bliższy!

„Hej, bo luty bywał luty. Obok mrozów ciężką plagę stanowiły wilki, szczególnie agresywne w tym okresie rozpoczętej rui. Biada, komu droga wypadła nocą; a bywało niebezpiecznie wyjść z chaty o zmierzchu. Stada okrutnych rabusiów wpadały do wsi, podkopywały się pod chlewy i obory, ślepiami błyskały w mroku. Strach, strach. Bezradni wobec tej grozy i ciągłych szkód, ludzie wsiowi zwracali się o ratunek do Najmiłosierniejszej Instancji, do Matki Boskiej Gromnicznej. Stare legendy ukazują nam Panią Niebieskiego Dworu z gromnicą zapaloną w dłoni, strzegącą chat przed wilkami pośród mroźnej zawieruchy. To znów głodny i zły wilk, postrach okolicy, zdąża pokornie świętymi śladami, już obłaskawiony. Pani Gromniczna ratuje sierotkę zabłąkaną w boru, rozpędzając stado wilków gotowe pożreć dziewczynkę. Dawne się zdają te wilcze historie, lecz czyż są istotnie tak dawne? Na Śląsku Cieszyńskim, w okresie pierwszej wojny światowej, gazda z przysiółka Witalusz, opodal Skoczowa, pojechał z synem w wilię Gromnicznej do lasu po drzewo. Zabawili się przydługo, mrok zeszedł i nim zdążyli z lasu wyjechać, zwęszyły ich wilki. Całe stado. Ścigani, ledwo że zdołali wpaść do kamiennej pasterskiej koszary, z jednej strony otwartej, i w tym wejściu rozpalili ogień. Wilcy ognia się boją. W śmiertelnym strachu stary i młody przez całą noc dokładali drew, modląc się do Najświętszej Panny, a wilki z drugiej strony ogniowego wału czekały, rychło oblężonym paliwa zabraknie. Oj, kuso było z paliwem, spalili już wszystko, co w dzień narąbali, potem poszły deski z sań, potem płozy… Bogu dzięki, jednak starczyło ognia do świtu, a gdy się rozwidniło, wilki odeszły jak mary. Dzień nie pora dla nich. Gazda z chłopcem wsiedli na konia i co tchu do domu. W chacie nie było nikogo, bo gaździna poszła do Górek Wielkich na mszę świętą. Oni dwaj namodlili się przez tę noc jak nigdy w życiu, więc już do kościoła nie szli, pragnąc tylko jeść i spać. Znaleźli w piecu kiszki kaszane z podgardlem, podjedli zdrowo i legli w alkierzu. Obudził ich lament babski. Gospodyni w izbie pyskuje, zawodzi: «O ja nieszczęsna boroczka, o ja sierota! Wczoraj mi wilki chłopa i syna zeżarły, a dziś jakaś cholera przyszła i kiszki wyjadła!». Czy to na skutek niewątpliwej zmiany klimatu, czy z winy nieustalonej długości – luty pełen jest przeciwieństw” – pięknie pisała Zofia Kossak-Szczucka w poetyckim cyklu kalendarzowym zatytułowanym Rok polski: obyczaj i wiara wydanym na emigracji, w Londynie w 1955 roku, cytowanym już przeze mnie parokrotnie w zeszłym miesiącach (s. 8).

Dalej w Roku polskim: obyczaju i wierze czytamy: „«Podkuj buty – idzie luty» – powiada jedno przysłowie, a wnet drugie: «Na świętego Grzegorza – idzie zima do morza», dalej: «Na świętego Macieja – pierwsza wiosny nadzieja», «Przy świętej Dorocie – chusty schną na płocie». Równocześnie zaś ocieplenie w pierwszej połowie lutego stanowi niechybną zapowiedź długotrwałych mrozów, i odwrotnie: «Kiedy na Gromniczną mróz, zładuj sanie, szykuj wóz», «Kiedy na Gromniczną ciecze, zima się jeszcze przewlecze», «Na Gromniczną niedźwiedź budę naprawia albo rozwala». Jedno jest pewne: pod mroźną, lutą pokrywą czuć już potężne pulsowanie wiosny. W tym tajemnica sprzeczności.

Niegdyś na świętą Agatę był zwyczaj święcenia soli. Sól – symbol mądrości. «Wy jesteście solą ziemi». Mądra i mężna była owa Sycylijka Agata, która przeniosła męczeństwo nad ponęty rzymskiego wielkiego świata. «Ani moc moja kamienna, ani ciało moje spiżowe» – skarżył się Hiob. Lecz wątła dziewczyna okazała się silniejsza od spiżu i miedzi, twarda jak kamień, noszący wspólne z nią imię. Stało się zaś tak, gdyż całkowicie zaufała Panu. Sól od najdawniejszych pogańskich czasów otoczona jest szacunkiem. Brak tego poszanowania mści się niezgodą w rodzinie. Chleb i sól streszczają w sobie wszystko, co dla ciała i ducha potrzebne. Przez podanie chleba i soli zawiera się trwałą przyjaźń. Zarazem sól jest uosobieniem ziemi. Błogosławieństwo Kościoła udzielone w tym dniu soli obejmowało zatem świętą pokorną glebę-żywicielkę, całą nieobeszłą ziemię z jej kruszcami i rudami, skałami i mokradłami, z piaskiem, ową sypką mąką klepsydry prawieków. Sól święcona na świętą Agatę chroniła bydło od chorób, chatę od pożaru” (Rok polski…, s. 9).

Powracają do nas słowa Jezusa Chrystusa: „Wy jesteście solą dla ziemi, wy jesteście światłem świata” (Mt 5, 13–14). Warto wiedzieć, czego pragnie ode mnie Jezus, aby moje życie nie straciło smaku wieczności. Sól nadaje smak potrawom, chroni przed zepsuciem, pozwala zachować świeżość i smak. Nie od dziś wiadomo, czym jest sól i jakie ma zastosowanie. Ma to nam przypominać, że przez chrzest cała nasza istota została głęboko przemieniona, ponieważ została „przyprawiona” nowym życiem pochodzącym od Chrystusa. Porównanie chrześcijanina do soli, która jest dla ziemi, przypomina o jego miejscu w świecie i Kościele. Oto my, ludzie, jesteśmy tymi, którzy zachowują Słowo, chronią przed zepsuciem i przekazują je innym w nienaruszonej wersji.

Jako sól ziemi jesteście wezwani, drodzy członkowie Akcji Katolickiej, aby zachować wiarę, którą otrzymaliście, aby przekazać ją nienaruszoną innym. Strzeżcie swej wiary. Nie dajcie się zniechęcić tym, którzy – rozczarowani życiem – nie słyszą głębszych i bardziej autentycznych pragnień serca. Aby być solą ziemi, trzeba konkretnej pracy ze sobą i nad sobą. Z tego stwierdzenia wypływają dla nas, zrzeszonych w Akcji Katolickiej, szczególne zadania: każdy musi odkryć chrześcijańskie korzenie, poznawać historię Kościoła, zachowywać wierność Bogu i naśladować świętych. Bez odkrycia własnej tożsamości chrześcijańskiej każde świadectwo jest pozbawione autentyzmu.

„Wy jesteście światłem świata…”. Światło rozprasza ciemności, pozwala odróżnić rzeczywistość, nabrać odwagi. Aby stać się światłem świata, trzeba samemu spotkać światło. Momentem rozjaśniającym mroki jest osobiste spotkanie z Chrystusem. I tak jak bycie solą ziemi sprawia, że stajemy się świadkami Chrystusa, tak i bycie światłem świata zobowiązuje nas do bycia świadkami. Nie zapala się lampy i nie stawia pod korcem, bo komuż będzie światło służyło? – można zapytać siebie za św. Łukaszem (por. Łk 11, 33–36). Przecież światło jest po to, aby oświecać drogę, a przede wszystkim wskazywać trwały punkt odniesienia, jakim jest Chrystus.

Bycie świętym jest bardzo osobistą decyzją, wyborem, który angażuje całego człowieka i wpływa na kierunek życia. Świętość wypływa z wiary noszonej w sercu, zatem nie można jej objąć jednym schematem. Wiara jest dynamiczna i żywa. Jest zaproszeniem Boga skierowanym ku człowiekowi, aby ten podjął z Nim dialog, jest podążaniem śladami łask, przyjęciem Bożego objawienia. Rzeczywistość wiary nie jest łatwa, chrześcijaństwo nie jest łatwe. Wymaga zaparcia się siebie, pokory, utrzymania charakteru w ryzach, łagodności postępowania, pokoju serca. Zdobywa się ją dzień po dniu, na przekór trudnościom i rozluźnieniom, na przekór obojętności i lenistwu, zarówno intelektualnemu, jak i duchowemu i na przekór wszelkim pokusom i złu.

„Tak jak sól nadaje smak pożywieniu i jak światło oświeca ciemności, tak świętość nadaje pełny sens życiu, czyniąc je odblaskiem chwały Bożej” – pisał Ojciec Święty Jan Paweł II w orędziu na XVII Światowy Dzień Młodzieży (w Toronto w Kanadzie, w 2002 roku). To wyzwanie dla współczesnego człowieka. Zadanie misji może często napawać lękiem, gdyż człowiek ma świadomość własnych słabości i skłonności do grzechu. Lęk i grzech to dwie rzeczywistości, które sprawiają, że życie traci blask i pełne jest cieni. Damy radę wypełnić zadanie misji, jeśli pozwolimy, aby prowadziła nas Światłość świata – Chrystus – i kiedy będziemy umieli otworzyć się na łaskę, która czyni nas nowymi ludźmi.

„Krótki czas zapustów minął jak z bicza wystrzelił. Rozbawieni weselnicy ani się spostrzegli, gdy nadszedł Popielec. Proch jesteś i w proch się obrócisz! (…) Proch jesteś i w proch się obrócisz… Przed ciżbę karnawałową, huczną i bogatą, Kościół rzucał nieubłagane stwierdzenie znikomości rzeczy” (Rok polski…, s. 10).

Do czego wezwany jest człowiek? Nawrócić się do Boga, to znaczy przede wszystkim wejść w siebie. Nie ma nawrócenia poza tym zwrotem do własnego wnętrza, do serca, do sumienia. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił na Kubie do młodzieży w roku 1998, aby nie szukała szczęścia na zewnątrz, bo go tam nie ma. Szczęście można odnaleźć jedynie wewnątrz, w sercu, w sumieniu. „Wejdź do swojej izdebki i zamknij drzwi” (por. Mt 6, 6). Nie powiedzie się nawrócenie do Boga w rozproszeniu. Nieodzowne jest skupienie, koncentracja. Człowiek musi odnaleźć głębsze „ja”, zarazem swoje wyższe „ja”.

Dlaczego głębsze? Dlaczego wyższe? Dlatego, że to odpowiada prawdzie o człowieku. W stosunku do otaczających go stworzeń świata widzialnego człowiek – z woli Boga – jest „wyżej”. Jest powołany do panowania nad nimi. To pierwsze przykazanie, jakie otrzymał od  Stwórcy.

Równocześnie – w stosunku do wszystkich tych stworzeń – człowiek jest „głębiej”. Tam sięga korzeniami swojego ducha, gdzie one nie sięgają. Różni się od nich zasadniczo miarą swego istnienia. I dlatego nie może z ich strony oczekiwać spełnienia. Nie spełni człowiek siebie poprzez cały widzialny świat, chociażby – panując nad nim – coraz dalej posuwał skalę wielorakiego rozwoju i postępu.

„Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał?” (Mt 16, 26). Nie spełni się… Oto pierwsze słowo rekolekcji. Słowo „mocne”: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”. Więc jak się spełnisz? Jakże ma człowiek spełnić siebie przez świat, skoro ten świat wpisuje w człowieka prawo zniszczenia. Prawo śmierci. Wpisuje je nieodwracalnie. Z nieodwołalną koniecznością. Nie może nie wpisać. Przychodzi przecież choroba, cierpienie i śmierć. Świat usuwa człowieka ze swojej powierzchni. Świat nie chce człowieka. Trzeba, ażeby człowiek przeżył do głębi prawdę o swym definitywnym „niespełnieniu” w wymiarach świata. W wymiarach stworzenia.

Tak. Człowiek może osiągnąć jakieś „spełnienia” częściowe, doraźne, przemijające, ale ostatecznie, definitywnie – nie spełni się. W proch się obrócisz. Trzeba, ażeby człowiek to usłyszał jakimś najgłębszym słuchem swego istnienia, tego bytu, który przecież nosi w sobie „zarodek nieśmiertelności”. Wtedy także może zrozumieć, dlaczego Bóg woła: „Nawróćcie się do Mnie”. Nie ma dla człowieka spełnienia poza Bogiem. Nie ma – dla nas ludzi – spełnienia poza Bogiem. To właśnie znaczy „nawracajcie się”. I to znaczy „przyjmujcie Ewangelię” oraz  dalej „głoście Ewangelię”.

Czym jest Ewangelia? Jest orędziem mesjańskim. Jest prawdą o „zazdrosnej miłości” Boga do człowieka. Ta miłość nie zawahała się poświęcić Syna. Nie zawahała się „grzechem uczynić Tego, który nie miał grzechu, abyśmy w Nim – w Nim! – stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21). Tak nieskończenie jest ta miłość „zazdrosna”. Po Bożemu.

Potrzebna jest taka stanowcza mowa u progu rekolekcji, abyśmy mogli wyznawać wraz z Psalmistą: „[…] w ogromie Twojej litości zgładź moją nieprawość. Uznaję bowiem nieprawość moją, a grzech mój jest zawsze przede Mną. Przeciwko Tobie zgrzeszyłem… Stwórz we mnie serce czyste” (Ps 51, 3).

Wielki Post! Czas Boga, który przemawia. Czas Boga, który stwarza na nowo. Czas odkupienia. Czas Bożego miłosierdzia – Dives in misericordia! „Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dotąd dopóki nie zwróci się z ufnością do miłosierdzia mojego. O, jak bardzo mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem…” (Dzienniczek, 300). Te niezwykłe słowa wypowiedział nasz Zbawiciel do siostry Faustyny, kiedy przebywała w Wilnie w 1934 roku. Chrystusowe orędzie miłosierdzia dociera do nas w geście wyciągniętych rąk Chrystusa Pana. Takiego Mistrza zobaczyła siostra Faustyna i takiego głosiła ludziom wszystkich kontynentów. Oby orędzie o Bożym Miłosierdziu dotarło do nas wszystkich i napełniło nasze serca nadzieją. W Miłosierdziu Boga niech każdy z nas znajdzie pokój i szczęście!

Aby wyprosić to Boże miłosierdzie, potrzebne jest trwanie z Chrystusem w Ogrójcu  na modlitwie. Ono wymaga naszego uczestnictwa w Gorzkich Żalach, w Drodze Krzyżowej i w rekolekcjach parafialnych. Niestety, ze względu na pandemię w tym roku nie możemy organizować rekolekcji w naszym jeleśniańskim domu. Tęsknimy – i to bardzo – za normalnymi warunkami. Nie zapominajmy o modlitwach do św. Józefa w dniu 19 lutego. Postarajmy się zjednoczyć duchowo o godz. 21.00. Cieszę się, że po raz pierwszy udało nam się spotkać on line z Zarządem 11 stycznia o godz. 17.00…

Wciąż powracamy sercem i myślą do tych wszystkich, którzy stali się ofiarami pandemii, są wśród nich nasi bliscy i znajomi, Bóg nas ochronił i zaoszczędził naszego bólu i cierpienia. To jest bardzo dla nas zobowiązujące. Odpowiedzią na to powinno być nasze lepsze życie, bardziej wypełnione dobrem, jaśniejące świętością. „Prochem jesteśmy i w proch się obrócimy!”. W tym prochu skrzy się, jak w dogasającym ognisku, płomień życia, gdyż jesteśmy nieśmiertelni i w każdym z nas znajduje się iskra życia wiecznego. Przyjdzie taki moment, że wybuchnie ogniem i światłem. Musimy w to naprawdę wierzyć.

Wielki Post to czas refleksji nad sobą i nad swoim życiem. Niech nasze myśli  koncentrują się na Krzyżu Chrystusowym, niech on będzie dla nas przewodnikiem i drogowskazem prowadzącym do nieba. Tego życzę każdej i każdemu z was!

Wasz asystent Tadeusz Borutka

Do pobrania:

w word – list Księdza Asystenta na luty

w pdf – list Księdza Asystenta na luty

 

Related posts