Wrzesień 23, 2017

Ks. Prof. Tadeusz Borutka – pogrzeb śp. Stefana Zubera

Pogrzeb śp. Stefana Zubera (22 grudnia 2009 r. Hałcnów)

Rz 14, 7-9; 10-12; Łk 12, 35-40

 

To już ostatnie dni Adwentu. Ostatnie chwile oczekiwania. U kresu tego czasu spełni się to, na co oczekujemy, nastanie wielka radość, ale przecież nie skończy się nasze oczekiwanie. Będziemy oczekiwać nadal ? i do końca. Nigdy nie przestaniemy. Całe życie ludzkie jest oczekiwaniem. Oczekiwanie należy poniekąd do istoty człowieczeństwa. Sam Bóg wpisał je w ludzką naturę. Jednak oczekiwanie to ani nie jest, ani nie powinno być biernością. Winno być dążeniem. Tak właśnie rozumiał je już Arystoteles ? jako dążenie do celu. Człowiek oczekując dąży do celu a dążąc do celu, oczekuje jego osiągnięcia. Na tym polega wewnętrzny dynamizm naszego bytowania. Ten właśnie dynamizm okres Adwentu odsłania nam w sposób szczególny.

Oczekiwanie adwentowe łączy się ze spełnieniem ? za trzy dni będzie Boże Narodzenie. Jest to zatem piękne, błogosławione oczekiwanie, kończące się wielką radością, której damy wyraz w tylu różnych formach, zgodnie z obyczajem, tradycją i kulturą naszego narodu. Adwent nie jest jednak tylko oczekiwaniem na Narodzenie Pana w Betlejem; jest też oczekiwaniem i przygotowywaniem się na ostateczne Jego przyjście i spotkanie z Nim ? w tajemnicy śmierci.

Całe ludzkie życie, będąc oczekiwaniem na przyjście Pana, jest zatem Adwentem. W odczytanej co dopiero Ewangelii Jezus mówi do nas: ?Niech będą przepasane wasze biodra i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. (…) Wy też bądźcie gotowi, o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie? (Łk 12, 35-37; 40). ? I przychodzi, i otwiera drzwi…

Patrząc w te otwarte drzwi, widząc w nich Chrystusa i słysząc Jego słowa o kruchości życia, do głębi przejęci tym, co się dokonuje, stoimy wpatrzeni oczami naszych myśli i uczuć w postać naszego drogiego Brata Stefana. Jak my, oczekiwał na swego Pana, czuwał z ?przepasanymi biodrami i zapaloną pochodnią?, dojrzał do żniwa Pańskiego. ? I przyszedł Pan, i zakołatał do drzwi, i otworzyły się drzwi… Ad Christum migravit ? pisali dawni kronikarze o tych, co odeszli. I on ? nasz Brat ? odszedł. Śmierć oderwała go od najbliższych oraz wszystkich, którzy go znali i poważali. Odszedł. Jego droga u boku Chrystusa to droga spełnionego oczekiwania; wiary, która przestała być wiarą w obliczu tego spełnienia; nadziei, która stała się zbawieniem.

Składając Bogu w tej świątyni Ofiarę Eucharystyczną za jego duszę, zamyśleni przystajemy w obliczu tej nagłej i niespodziewanej śmierci. Nasz brat, mąż, ojciec, sąsiad i przyjaciel jest już w Panu.

Stefan Zuber przyszedł na świat siedemdziesiąt jeden lat temu w pobliskich Kozach, w rodzinie bardzo bogobojnej, w której wraz z dwoma braćmi i siostrą nauczył się od rodziców miłości do Boga i ofiarnej służby człowiekowi. Nauki pobierał w szkole podstawowej w Kozach oraz w Technikum Włókienniczym w Bielsku-Białej. Ponad czterdzieści lat pracował w bielskiej Przędzalni Czesankowej ?Weldoro?. W tym czasie, założywszy rodzinę, wraz ze swoją małżonką wychował córkę i syna. Był wzorowym mężem i dobrym ojcem.

Bardzo kochał swoją rodzinę, ale bardzo też kochał Ojczyznę. Wiedziony miłością do niej i pragnieniem jej wolności, od samego początku czynnie wspierał działania ?Solidarności?, a w stanie wojennym organizował pomoc dla internowanych i więzionych oraz ich rodzin, przeprowadzał zbiórki pieniężne na ich rzecz, a przy tym kolportował prasę niezależną. Wielokrotnie był za to zatrzymywany i przesłuchiwany przez Służbę Bezpieczeństwa, kilkakrotnie też dokonywano rewizji jego domu. Niezrażony tym współorganizował Duszpasterstwo Ludzi Pracy w Bielsku-Białej, a w latach 1986?1989 przewodniczył Radzie Pracowniczej. Po tzw. ?Jesieni ludów? uczestniczył w organizowaniu struktur Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych ?Solidarność?, przez pewien czas był przewodniczącym Komitetu Zakładowego, a w latach 1989?2002 ? delegatem na Wojewódzki Zjazd Delegatów Regionu Podbeskidzkie. Piastował ponadto funkcję wiceprzewodniczącego Regionalnej Komisji Rewizyjnej, a w latach 1990?1994 ? radnego Miasta Bielsko-Biała.

Jego pasją było narciarstwo. Uprawiał je od wczesnych lat życia i zdobył wiele nagród na różnych zawodach. Spore sukcesy osiągnął także jako instruktor narciarstwa. Szczególnie owocna była jego działalność w latach 1991?2000, gdy był członkiem Zarządu Głównego Polskiego Związku Narciarskiego. Wtedy to ? przy jego udziale ? zostały zorganizowane pierwsze Igrzyska Zimowe, w których startowało 220 zawodników z 16 państw. Później, w 2006 r., brał także udział w organizacji IV Światowych Polonijnych Igrzysk Zimowych ŚLĄSK ? BESKIDY 2006, na które przyjechało blisko 700 uczestników z 21 państw. Inicjatorem i organizatorem tych Igrzysk był Oddział Bielsko-Biała ?Wspólnoty Polskiej?, którego śp. Stefan był wiceprezesem już od 1993 r.

Angażując się społecznie, nigdy nie zaniedbywał jednak swoich obowiązków wypływających z wiary. Był człowiekiem oddanym Chrystusowi i Kościołowi, co stale potwierdzał uczestnictwem w życiu sakramentalnym. Pod tym względem był wzorowym katolikiem i parafianinem. Jako człowiek wierzący, czuł się odpowiedzialny za Kościół i na różne sposoby angażował się w dzieło nowej ewangelizacji. Uczestniczył w pracach związanych z uroczystościami koronacyjnymi cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej, przyczynił się do zaistnienia gazetki parafialnej ?Wspólnota?, był organizatorem Parafialnego Klubu Sportowego oraz oddanym sługą duszpasterstwa bezrobotnych. Ta jego służba z pewnością pod tym względem pozostanie na zawsze pięknym wzorem.

Kiedy zaczęto budować struktury Akcji Katolickiej w naszej diecezji, śp. Stefan ofiarnie włączył się w to wielkie dzieło i już w grudniu 1996 r. stanął na czele powołanego tutaj Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej. Inicjował wiele jego przedsięwzięć, stale ożywiał jego wieloraką działalność, a będąc członkiem Rady Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej i przewodniczącym Komisji Rewizyjnej wspierał jego działania na szczeblu diecezjalnym. Angażował się w organizację wiosennej sesji w Hałcnowie, Rajdu, Przeglądu Piosenki Patriotycznej. Brał czynny udział w rekolekcjach, spotkaniach formacyjnych oraz w innych pracach podejmowanych przez Stowarzyszenie. Należał do bardzo oddanych jego członków.

Od kilkunastu lat z ramienia bielsko-bialskiego Oddziału ?Wspólnoty Polskiej? i Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej organizował humanitarną pomoc na rzecz polskich środowisk Kresów Wschodnich Ukraina w miastach: Lwów, Krzemieniec, Zbaraż, Buczacz, Brzozdowce, Żydaczów, Stryj, Jazłowiec. I teraz właśnie, w nocy z piątku na sobotę, powrócił z trzydniowej wyprawy na te tereny. Był bardzo szczęśliwy, bo uczestniczył w seminaryjnej wigilii we Lwowie, gdzie rozmawiał z ks. abp. Mieczysławem Mokrzyckim, i spotkał się z wieloma ludźmi ? a nad ranem odszedł nagle do Boga po wieczną nagrodę.

Za to, co uczynił był wiele razy nagradzany przez różne ważne instytucje. Spośród wszystkich odznaczeń i wyróżnień cenił sobie najbardziej medal ?Pro Ecclesia et Pontifice?, który otrzymał w 2008 r. od Ojca Świętego Benedykta XVI.

Wszystko, co uczynił jest wielkim darem złożonym ludziom a przez ludzi ? Bogu. Dzisiaj za ten dar z całego serca mu dziękujemy. Jest to dzień pożegnania, ale i dzień dziękczynienia, wdzięczności za wspaniały przykład życia oddanego Bogu i człowiekowi, za ofiarność i troskę o innych. Dziękujemy Bratu naszemu Stefanowi za entuzjazm, za dyspozycyjność, za gotowość do poświęceń. Był człowiekiem wiernym, zawsze na pierwszym miejscu pośród swoich trosk stawiającym tącym o, by nie zawieść pokładanego w nim zaufania. Był człowiekiem prostego i surowego życia, zawsze skromnym. Był ? żeby wyrazić to słowem, które zawierać będzie wszystko ? człowiekiem, który autentycznie służył Chrystusowi i Kościołowi.

Teraz jego dusza jest ?w ręku Boga?, tam, gdzie są ?dusze sprawiedliwych?. Bardzo byśmy pragnęli, ażeby był jeszcze z nami i służył Kościołowi przymiotami swego umysłu i serca: tyle było w nim entuzjazmu, tyle miał jeszcze planów nowych inicjatyw i tyle jeszcze pracy około tych, które już były w realizacji. Inne jednak były wyroki Boże. Musimy je przyjmować z pokorą a nawet ? choć to bardzo trudne ? z radością. Nie należymy wszak do ?głupich?, dla których ? jak powiada Księga Mądrości ? śmierć sprawiedliwych jest ?nieszczęściem i odejście od nas unicestwieniem? (Mdr 3, 23). W swojej wierze wiemy, że odejście z życia jest wejściem w Życie prawdziwe, że te lata, długie czy krótkie, spędzone na tym padole, w porównaniu z wiecznością są zawsze ?nieznacznym skarceniem?, i że Bóg ma ?dobra wielkie? dla tych, których ?znajdzie godnymi siebie?.

Chylimy tedy głowę przed niezbadanymi planami Boga, tak jak chylił głowę śp. Stefan, wierząc, że stojąc przed Panem z radością najwyższą, w szczęściu nieskończonym wypowiada słowa Psalmu: ?Pan moim światłem i zbawieniem moim, kogo miałbym się lękać? Pan obrońcą mego życia, przed kim miałbym czuć trwogę? O jedno tylko Pana proszę i o to zabiegam, żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu, po wszystkie dni mego życia, abym kosztował słodyczy Pana w krainie żyjących? (Ps 27, 1, 4, 13).

Na pewno ze snu ziemskiego spokojnie przechodził do snu wiecznego, widział, jakby na jawie, nadchodzącego Chrystusa bogatego w miłosierdzie i na zawsze zatopił się w Jego nieskończonym Miłosierdziu, powtarzając ? jak zwykł był to czynić ? ?Jezu, ufam Tobie!?.

A jeśli jakaś pozostałość ludzkiej słabości uniemożliwia mu jeszcze pełne ?oglądanie dóbr Pana?, co było pragnieniem całego jego życia, wznosimy dziś modlitwę za jego duszę, ażeby chwila ostatecznego, uszczęśliwiającego spotkania z Bogiem została mu przyśpieszona, i obiecujemy mu nieustanną modlitwę, bo jesteśmy jego wielkimi dłużnikami.

Oby mógł zasiąść do tego stołu, przy którym ? jak mówi Ewangelia ? sam ?Pan domu przepasawszy się będzie usługiwał zaproszonym? (Łk 12, 37); do tego stołu, przy którym pokarmem duszy stanie się oglądanie samego Boga, przez bogactwo swej miłości będącego niewy-czerpanym źródłem wiecznej radości bez cienia. O to się modlimy. Niech się tak stanie.

Nasze wszystkie modlitwy i uczucia składamy dzisiaj wręce Tej, którą tak kochał, i czcił w tej cudownej Figurze, która wtrudach jego życia była mu umocnieniem i obroną. Niechże Ona, Matka Słowa Wcielonego, Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, będzie jego radością. Niech wyjedna mu łaskę oglądania ?Błogosławionego owocu Jej Żywota?. Amen.

Related posts