Wrzesień 23, 2017

Ks. Prof. Tadeusz Borutka – Rychwałd

Homilia w Rychwałdzie 13 IX 2010 r.

 

„Idziem[y] ku Tobie, rwą się ku Tobie serca nasze w potężnym splocie”, Maryjo. Idziemy – i dzisiaj w dorocznej pielgrzymce przybywamy do rychwałdzkiego sanktuarium, do Ciebie, Patronki naszej – Matki Kościoła, by tutaj przed Twoim cudownym wizerunkiem polecić Panu Bogu nie tylko sprawy swoje i swoich bliskich, ale nade wszystko sprawy Kościoła lokalnego i powszechnego, w służbie którego jesteśmy już od czternastu lat…

Jak to dobrze, kochani członkowie i członkinie Akcji Katolickiej, że jesteście, że przybyliście tutaj. Kościół i świat bardzo Was potrzebują. Akcja Katolicka niezbędna jest Kościołowi i światu. Dzisiaj z tego miejsca wszyscy razem dziękujemy za nią dobremu Bogu i prosimy, aby ją wspierał swoim błogosławieństwem. Dzisiaj w liście do mnie ks. abp Józef Michalik napisał: „Jakże bym chciał, żeby Kościół w Polsce zrozumiał, jak wielką szansę ma w Akcji Katolickiej, ale trzeba jeszcze wiele naszego trudu i łaski Bożej, abyśmy mogli przyjąć, tak naprawdę, ten dar”.

„Wdarł się czart [w ten świat] i tron Ci złupił, i unurzał Twój kościół w błocie!” – pisała Kazimiera Iłłakowiczówna w cytowanym już na wstępie wierszu. I w rzeczy samej: świat ten coraz wyraźniej odrzuca Boga i Jego prawo, postponuje Kościół, wyrywa Krzyż z ludzkiej świadomości i ludzkiego życia, deprawuje sumienia, ośmiesza wiarę, nawet Boga samego. Ponad wszystko przedkłada sukces osobisty i dobra materialne, gloryfikuje karierę i dąży do jej zrobienia za wszelką cenę, bez skrupułów eliminując tych, których uznaje za przeszkodę. W ustawicznej walce z Bogiem znajdują się nie tylko pojedyncze osoby, ale całe zespoły dobrze przygotowanych ludzi, mających do dyspozycji różne ideologie i systemy partyjne oraz środki społecznego przekazu. Do perfekcji opanowali oni wszelkie sposoby manipulowania demokracją i bezwzględnie wykorzystują ją do własnych celów, uważając, że ma ona rację bytu tylko wówczas, gdy służy im i ich interesom.

Wszyscy, którzy prezentują odmienne poglądy, uznawani są za wrogów demokracji. Owszem, na czas wyborów wyciąga się do nich dłoń, zauważa się ich też w sytuacjach kryzysu gospodarczego i wykorzystuje, nakładając na nich coraz to większe podatki, a potem zostawia na marginesie życia społeczno-politycznego. I dobrze, jeżeli się tylko zostawia. Ale niestety, coraz częściej się nie zostawia. Próbuje się na nich oddziaływać, zmieniać ich przekonania, ingerować w ich życie, sposób wychowania przez nich dzieci. Europa za wszelką cenę ma się stać się laicka – takie są założenia przywódców starego kontynentu. Toczy się więc ustawiczna walka o państwo świeckie, o rozdział Kościoła od państwa, o państwo bez krzyża, tak w jego instytucjach, jak i w sumieniach jego obywateli. Wszystko to nie wzbudza już niepokoju i obaw – to wzbudza coraz większy lęk  i niepewność, tym bardziej, że konsekwencje tego są coraz bardziej widoczne zarówno w życiu społecznym, jak i jednostkowym.

Współczesny świat jest taki, że czasami wydaje się, iż nie ma w nim ludzi wierzących. Ale przecież są. Rozmawiałem ostatnio z jednym z kapłanów pracujących w Hiszpanii, gdzie poziom agresji wobec Kościoła i walki z nim osiąga apogeum. Zapytałem go, ilu ludzi w tym trudnym czasie odeszło od Kościoła. Powiedział mi: „Wierzących było 96 procent, a obecnie jest 93 procent”. Dzięki Bogu – westchnąłem – jak na tak zespolone działania, wynik jest mizerny. Walczący z Kościołem muszą to uznać za swoją porażkę. Są więc wierzący – i jest ich zdecydowanie więcej niż niewierzących. Tylko: gdzie oni są, skoro ten świat jest taki, jakby ich nie było, skoro nie liczy się z nimi, skoro chrześcijaństwo odgrywa coraz bardziej marginalną rolę w społeczeństwie, skoro narastają trudności w przekazywaniu wiary dzieciom i młodzieży, skoro wyznawcy Chrystusa coraz częściej stają się przedmiotem, a nie podmiotem oddziaływania we współczesnej rzeczywistości, skoro znaleźli się w defensywie, a nie w ofensywie, skoro nierzadko czujemy, że jesteśmy przegrani w tym świecie i dla tego świata? Pytania te boleśnie ranią nasze serca, ale trzeba je sobie zadawać

Kochani moi, nasza praca trwa i musi trwać, musimy ją kontynuować albo też podjąć na nowo; dzieło nadziei prowadzi nas dalej. Kto nie poznał Boga i nie związał z Nim swojego życia, choćby miał wielorakie nadzieje, w gruncie rzeczy nie ma żadnej, nie ma bowiem tej podstawowej, zabezpieczającej wieczność. „Prawdziwą, wielką nadzieją, która przetrwa wszelkie zawody, może być tylko Bóg – Bóg, który nas umiłował i wciąż nas miłuje, «aż do końca», do ostatecznego «wykonało się»” – pisał Benedykt XVI (Spe salvi, nr 27). Z tą nadzieją w sercu będziemy mogli przebrnąć przez ruchome pisaki tego świata, choroby, śmierć i stanąć pewnie na niewzruszonej skale Bożej wieczności. Z tą nadzieją w sercu możemy też – dopokąd tu bytujemy – zmieniać oblicze świata i otwierać ludzi na Tego, Komu ją zawdzięczamy. I to musimy czynić!

Naszym zadaniem, jako ludzi wierzących, jest kochać Boga, być we wspólnocie z Nim, dla Niego żyć i działać –    i nieść Go innym, walczyć o miejsce dla Niego w ludzkich sercach i w życiu publicznym: politycznym, ekonomicznym i kulturalnym. Bóg ma prawo do obecności we wszystkich dziedzinach życia, a człowiek wierzący ma obowiązek uobecniać Go tam. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi – mówi do nas Chrystus Pan – aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16). Jeśli zatem jesteś chrześcijaninem, niech to nie będzie wzywanie Imienia Pańskiego nadaremno. Bądź chrześcijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, byle jakim. „Nie każdy, który Mi mówi Panie, Panie!, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca”…

Dobrze wiemy, co znaczy spełniać wolę Ojca Jezusa – naszego Ojca. To budować królestwo Boże na ziemi, zatem mądrze i odpowiedzialnie budować nasze życie indywidualne, rodzinne oraz społeczne na Chrystusie i wzywać, zachęcać, namawiać innych, by także przystąpili do tego dzieła. Co zaś znaczy budować na Chrystusie? Papież Benedykt XVI odpowiedział w 2006 r.: „Budować na Chrystusie i z Chrystusem znaczy budować na fundamencie, któremu na imię miłość ukrzyżowana. To budować z Kimś, kto znając nas lepiej niż my sami, mówi do nas: «drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i ja cię miłuję». To budować z Kimś, kto zawsze jest wierny, nawet jeśli my odmawiamy wierności. To budować z Kimś, kto stale pochyla się nad zranionym ludzkim sercem. To budować z Kimś, kto z wysokości krzyża wyciąga ramiona i powtarza przez całą wieczność: «życie moje oddaję za ciebie, abyś mógł ze Mną zmartwychwstać»”.

I to jest nasza chrześcijańska misja, nasze zadanie, nasz obowiązek: budować siebie, życie, rzeczywistość świata na Jezusie, z Jezusem, dla Jezusa. Do tego nas powołał, a powoławszy chce, byśmy byli mocni i odważni, wytrwali na tej drodze życia, byśmy byli wpatrzeni w dobro, ożywieni wiarą i miłością, byśmy byli zdolni oprzeć się egoizmowi, nienawiści i zwątpieniu, byśmy trwali w Nim i porywali do Niego innych. Autentyczny chrześcijanin wierzy w siłę życia, jest pełen nadziei i wie, że Bóg wzywa go w Chrystusie, aby całkowicie zrealizował siebie, aż do osiągnięcia życia wiecznego, i aby w Jego imieniu wzywał innych do tego życia. Nie jest to łatwe, ale jest możliwe – pod warunkiem, że będzie się żyło dla Boga i stanie się bezinteresownym darem dla bliźnich.

Drodzy Pielgrzymi, żyjcie zatem dla Boga, stawajcie się darem dla innych, dzielcie się z nimi radością posiadania Boga i wszczepiajcie Go w życie każdego człowieka oraz całego świata, jak czynili to Hiacynta – obchodzimy właśnie setną rocznice jej urodzin – i jej brat Franciszek, których przed dziesięciu laty Jan Paweł II wyniósł do chwały ołtarzy. Tym, co najbardziej zdumiewało bł. Franciszka i co pochłaniało jego uwagę, było nie tyle to, że Bóg był ukryty w owej niezmiernej światłości, która przenikała do głębi ich troje, ale to, że jemu Bóg objawił się „bardzo smutny”. Zapytany pewnej nocy przez ojca, który usłyszał jego szloch, dlaczego płacze, odpowiedział: „Myślałem o Jezusie, który jest bardzo smutny z powodu grzechów popełnianych przeciw Niemu”. Franciszka ożywiało jedno pragnienie, bardzo znamienne dla dziecięcego sposobu myślenia: chciał „pocieszyć i rozweselić Jezusa”.

I my wszyscy – jak ten chłopiec – powinniśmy pocieszać Boga naszego, który dwa tysiące lat temu przyszedł na ziemię, aby „szukać i zbawiać to, co zginęło” (Łk 19, 10),    i który zbawił nas przez swoją śmierć na krzyżu. Wszyscy – jak przybyła do Fatimy powodowana macierzyńską troską Najświętsza Maryja Panna – winniśmy żądać, by nikt nie udaremniał tego krzyża, by nikt „nie znieważał więcej Boga, naszego Pana, który dosyć już został znieważony”.  I wszyscy winniśmy wszystkich wzywać – jak Ona wzywała pastuszków: „Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt się nie modli za nie, ani nie umartwia”.

My wszyscy, a szczególnie członkowie Akcji Katolickiej, musimy się znaleźć w szkole Matki Bożej, aby nauczyła nas być takimi, jak Hiacynta i Franciszek, którzy starali się czynić wszystko, czego Ona od nich żądała. „Większy czyni się postęp przez krótki czas posłuszeństwa i uległości wobec Maryi, niż przez całe lata osobistych wysiłków, podejmowanych wyłącznie własnymi siłami” – mówił św. Ludwik Maria Grinion de Montfort. Właśnie poprzez to posłuszeństwo możemy dojść do świętości i doprowadzić do niej innych.

Umiłowani Pielgrzymi rychwałdcy, bądźcie posłuszni Maryi i starajcie się o to, by niebo było zawsze horyzontem Waszego życia! Powiedziano Wam, że niebo może poczekać, ale oszukano Was! Fatima przypomina, że niebo nie może czekać. Jeżeli będzie czekało, będzie się coraz bardziej oddalało, i w końcu stanie się niedostępne. Ufajcie Bogu! Złóżcie swój los w Jego opatrznościowych dłoniach, jak pastuszkowie Franciszek i Hiacynta. Nie jesteśmy sami. Ojciec niebieski miłuje nas! A Matka Najświętsza   wstawia się u Niego za nami!

Pisała Kazimiera Iłłakowiczówna:

 

Pod Twoją obronę, Matko, i Ty – pod obronę naszą,  o Królowo…

Niechaj Cię tam, gdzieś ukryta, najazd piekielny nie straszy:

Sił nam dodaj, od zwątpienia zachowaj (…),

ziść nam, spuść nam siły ku wybawieniu.

Idziem ku Tobie, rwą się ku Tobie serca nasze w potężnym splocie…

Wdarł się czort i tron Ci złupił, i unurzał Twój Kościół w błocie! (…)

Idziem na Twój ratunek

Pod miast palących się łuną,

Matko Zwolona!

Uproś nam serca odważne,

uproś nam ręce żelazne.

Śmigłom naszym daj trwałość podniebną

ku Twej obronie potrzebną

(Do Matki Boskiej Ukrytej)

 

O Matko, naucz nas dawać niebo ziemi, budować na niej królestwo Syna Twego! Panno Najczystsza, naucz nas wierzyć, wielbić, mieć nadzieję i kochać jak Ty! Maryjo, naucz nas bronić Ciebie i Twego Kościoła, by trwał wśród nas niewzruszony; naucz nas stać pod Krzyżem, jak Ty stałaś, w miłości, by był znakiem ziemi naszej, i naszym, i szlaków naszych. Wskazuj nam drogę do królestwa Jezusa, drogę dziecięctwa duchowego. „Idziem ku Tobie, rwą się ku Tobie serca nasze w potężnym splocie”. Idziem ku Tobie, Matko, która z niepokojem oczekujesz nas w niegasnącym świetle wiecznej ojczyzny. Idziem ku Tobie, Gwiazdo Nadziei. Świeć nad nami, prowadź nas pośród codziennych kolei losu, teraz i w godzinie śmierci naszej. Amen.

Related posts